Piwo to nie problem? O tym, jak „mniej procentów” utrzymuje normę picia
- William Slivinsky
- 6 lut
- 2 minut(y) czytania
Piwo to nie problem bo „Przecież to tylko piwo.”To zdanie słyszę bardzo często — i niemal zawsze towarzyszy mu przekonanie, że wybór napoju o niższej zawartości alkoholu oznacza mniejsze ryzyko. W kulturze picia „mniej procentów” stało się synonimem rozsądku i kontroli.
Jako terapeuta widzę jednak, że to przekonanie pełni inną funkcję: pozwala utrzymać normę picia, jednocześnie dając poczucie bezpieczeństwa.

Piwo to nie problem Co mówi WHO o „mniejszych procentach”?
WHO podkreśla jednoznacznie: to nie rodzaj alkoholu ma znaczenie, lecz ilość spożytego etanolu.Piwo, wino i wódka różnią się formą, smakiem i stężeniem, ale biologicznie działają tak samo.
Jedna „porcja alkoholu”:
może być kuflem piwa,
kieliszkiem wina,
lub małą porcją mocniejszego alkoholu.
Zmiana napoju nie zmienia mechanizmu działania alkoholu na organizm.
Dlaczego piwo wydaje się bezpieczniejsze?
Z perspektywy psychologicznej piwo:
jest kojarzone z codziennością, a nie „piciem”,
rzadziej wywołuje alarm w otoczeniu,
łatwiej wpasowuje się w normę społeczną.
WHO zwraca uwagę, że właśnie ta normalizacja sprzyja częstszemu i dłuższemu piciu, co w praktyce prowadzi do spożywania większych ilości etanolu, mimo „niższych procentów”.
„Mniej procentów” a zdrowie
Z punktu widzenia zdrowia publicznego WHO wskazuje, że:
ryzyko nowotworów zależy od łącznej ilości alkoholu, nie od jego rodzaju,
alkohol zwiększa ryzyko chorób serca, urazów i zaburzeń psychicznych niezależnie od formy,
częste picie małych ilości może być równie obciążające jak rzadsze picie większych dawek.
To kolejny moment, w którym mit „rozsądnego wyboru” zderza się z biologią.
„Skoro to tylko piwo…”
W pracy terapeutycznej widzę, że to zdanie często pojawia się:
przy próbach powrotu do picia,
w porównaniach z innymi,
jako sposób na uniknięcie etykiety „problem”.
Zmiana rodzaju alkoholu bywa wtedy formą negocjacji z normą:„nie piję jak kiedyś, więc wszystko jest w porządku”.
WHO pokazuje jednak jasno: to, co wydaje się kompromisem, często podtrzymuje ten sam schemat.
Co się zmienia, gdy zmienia się punkt odniesienia?
Kiedy normą przestaje być „picie z umiarem”, a staje się nią niepicie, cała narracja się upraszcza:
nie trzeba liczyć procentów,
nie trzeba wybierać „lżejszej opcji”,
nie trzeba się porównywać.
Niepicie nie jest wyborem skrajnym.Jest najprostszym wyborem biologicznie neutralnym.
Na zakończenie
„Mniej procentów” to pojęcie kulturowe, nie medyczne. WHO mówi o tym jasno, bo widzi skutki tej narracji w skali całych społeczeństw.
Świadomość tego faktu nie odbiera nikomu decyzji.Ale pozwala przestać wierzyć, że zmiana formy alkoholu zmienia jego działanie.
Jeśli ten tekst poruszył coś ważnego albo zostawił pytania, możesz zostawić komentarz lub napisać do mnie. Odpowiem spokojnie i uważnie.




Komentarze