Jak alkohol został znormalizowany i stworzył błąd behawioralny w społeczeństwie
- William Slivinsky
- 26 sty
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 27 sty
Jeśli zastanawiasz się, jak przemówić do alkoholika, musisz najpierw zrozumieć, czym w ogóle jest alkohol i jak Twój partner lub bliska osoba nauczyli się regulować nim emocje. Alkohol nie pojawia się w życiu przypadkiem ani wyłącznie w momentach „słabości”. Jest obecny w naszej kulturze przy każdej emocji i każdym etapie życia: świętujemy nim narodziny, chrzciny, komunie, urodziny i śluby, ale sięgamy po niego również przy stresie, porażkach, rozwodach, utracie pracy, pogrzebach czy stypach. Radość, smutek, napięcie, ulga, nuda — na wszystko istnieje „okazja”. W ten sposób alkohol stopniowo staje się wyuczonym regulatorem emocji, a gdy pojawia się określony stan, uruchamia się autopilot. Zrozumienie tego mechanizmu zaczyna korygować dysfunkcyjne myślenie po Twojej stronie i podważa myśli w rodzaju: „to moja wina”, „gdybym była inna, on by nie pił”, „jestem bezradna”.
Te myśli nie wynikają z rzeczywistości, lecz z przerzucenia odpowiedzialności z systemu i kulturowej normalizacji alkoholu na jednostki i ich relacje. Alkohol jest legalną, silnie psychoaktywną substancją sprzedawaną w ramach ogromnego biznesu, z którego zyski czerpią koncerny oraz państwo poprzez akcyzę. Gdy ktoś traci nad nim kontrolę, narracja szybko się odwraca: „to nie problem produktu ani systemu, tylko Twoja wina, bo nie potrafisz pić z umiarem”. Tymczasem alkohol nie wnosi żadnej realnej wartości do zdrowia ani regulacji emocji. Takie postawienie sprawy nie tylko zniekształca obraz problemu, ale też wzmacnia poczucie winy i bezradności — zamiast świadomości, która pozwala ten mechanizm zrozumieć i skorygować.

Jak alkohol uczy regulowania emocji od najmłodszych lat
Drugi krok zrozumienia polega na zobaczeniu, jak alkohol został wbudowany w regulację emocji, zanim jeszcze pojawił się problem picia. Alkohol towarzyszy niemal każdemu ważnemu momentowi życia: narodzinom, chrztom, komunii, urodzinom, ślubom, ale też rozstaniom, rozwodom, utracie pracy, pogrzebom czy stypom. Jest obecny przy radości, smutku, napięciu, stresie, nudzie i uldze. W ten sposób bardzo wcześnie powstaje proste skojarzenie: emocja → alkohol. Z czasem nie jest to już świadoma decyzja, lecz automatyczna reakcja. Gdy pojawia się określony stan emocjonalny, uruchamia się autopilot. Jedni po latach tracą nad tym kontrolę i się uzależniają, inni regulują napięcie w inny sposób — pracą, jedzeniem, seksem, kontrolą, ucieczką lub innymi zachowaniami. Bez zrozumienia tego procesu łatwo wpaść w myślenie, że problemem jest „słaba wola” lub „zły charakter”, podczas gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z wyuczonym mechanizmem regulacji, a nie świadomym wyborem.

Błędne koło normalizacji i pogardy
W ten sposób powstaje błędne koło. Osoba, która pije „z umiarem” albo wcale, nie widzi mechanizmu i łatwo popada w pogardę wobec tej, która utraciła kontrolę. Pogarda, złość i gniew nie są jednak oznaką siły ani moralnej wyższości, lecz dysfunkcyjną reakcją poznawczą. Jeśli nie są naturalną cechą temperamentu, z czasem obracają się przeciwko tej osobie w postaci utraty kontroli nad emocjami, słowami i zachowaniem. Po drugiej stronie znajduje się osoba, która nie ma umiaru — nie dlatego, że „nie umie żyć”, lecz dlatego, że system nauczył ją regulować emocje alkoholem. Z czasem pojawia się kolejne dysfunkcyjne przekonanie: nie piję dlatego, że nie radzę sobie z emocjami, ale dlatego, że moje życie jest złe. W obu przypadkach mamy do czynienia z tym samym mechanizmem: błędną interpretacją rzeczywistości, która podtrzymuje problem zamiast go korygować.
Dlatego, aby w ogóle móc przemówić do tzw. alkoholika, konieczna jest wcześniejsza korekta własnych dysfunkcyjnych reakcji poznawczych — a ta zaczyna się od uświadomienia sobie, czym naprawdę jest alkohol i jak definiujemy „normalność”. Jeśli oprzemy się na faktach, a nie na kulturowych założeniach, zobaczymy, że alkohol jest substancją psychoaktywną, społecznie znormalizowaną, niewnoszącą żadnych realnych korzyści ani dla zdrowia, ani dla regulacji emocji, a jego naturalną cechą jest uzależnianie. Osoba, która się uzależniła, nie zrobiła nic nienaturalnego — uległa właściwościom substancji. Nienaturalne jest natomiast oczekiwanie, że substancja o takim działaniu będzie przez całe życie używana „z umiarem” bez konsekwencji. Odwrócenie tej perspektywy koryguje dysfunkcyjne przekonanie narzucone przez system: że problemem jest człowiek, a nie znormalizowana substancja — a wraz z nim znika potrzeba pogardy, złości, zawstydzania i moralnego dystansowania się od osoby uzależnionej.



Komentarze